Niemal wszystkie media i cała blogosfera pasjonują się walką o krzyż nie zauważająć, że sprawa ma drugie dno, znacznie bardziej istotne, bo związane z wewnątrzną walką o władzę w Prawie i Sprawiedliwości. Nie chodzi tu bynajmniej o wykreowany przez media podział na liberałów i twardogłowych, którzy po kampanii wyborczej przejęli ster w partii. Chodzi mianowicie o to, aby skompromitować Jarosław Kaczyńskiego. Po części już to się udało. Gazeta Wyborcza i usłużne media dostały pożywkę: powoli sączy się obraz Kaczyńskiego jako „oszołoma”, który popiera garstkę „zdewociałych fanatyków”. Oczywiście taką strategię GW przyjęła dość dawno, z tym, że obecnie to krytyki Kaczyńskiego powoli przyłączają się prawicowi publicyści i blogerze. Przekaz tych komentarzy jest bardzo wyraźny: Kaczyńskiego ponoszą emocję, nie nadaje się już na przywódcę, nie jest w stanie doprowadzić partii do zwycięstwa, stracił zmysł polityczny.

Jeżeli nie Kaczyński, to kto zatem? Nie wierzę, aby publicyści się nad tym nie zastanawiali, choć na razie o tym nie piszą. Ale z nieoficjalnych rozmów w środowisku można wywnioskować, że pojawi się niedługo propozycja nowego lidera. Nadzieje na zmianę przywództwa można również dostrzec wśród samych działaczy PiSu – przynajmniej w moim rodzinnym mieście. Kto zatem? Kto?

Wszyscy już chyba zapomnieli, że jako jeden z pierwszych w sprawie krzyża wypowiedział się Zbigniew Ziobro. To on miesiąc temu wystąpił z listem do Komorowskiego, w którym apelował o nie usuwanie krzyża. Sięgnął przy tym do mocnych i emocjonalnie nachechowanych pojęć i symboli: krzyż w miejscu publicznym jest wpisany w polską kulturę i tradycję, zakorzeniony w polskiej tożsamości narodowej, krzyża bronił Ojciec Święty Jan Paweł II, przypomina o godności, o naszych korzeniach, że to komuniści usuwali krzyże, itd. Po takich argumentach, utożsamieniu krzyża z najważniejszymi wartościami, Kaczyński nie za bardzo miał wyjście. Poparł obrońców, wikłając się niepotrzebną publiczną awanturę. Klasyczna „podpucha”. Kaczyński wysunał się na pierwszy front, popierając rozkrzyczanych ponad miarę obrońców krzyża – niestety obrońcy krzyża to garstka fanatyków szantażująca większość społeczeństa (co w niczym nie zaprzecza twierdzeniu, że przeciwnicy gromadzący się pod pałacem to po prostu hołota). Ziobro tymczasem siedzi cicho.

Tu zatem leży rozwiązanie. Krzyż to nie zasłona dymna rozciągnięta nad polską sceną polityczną przez PO, aby przesłonić drażliwe sprawy takie jak podwyżka VAT czy załamanie się systemu emerytalnego. To raczej przejaw walki o władzę w PiSie. I przejaw chorobliwych ambicji niedoszłego kandydata na prezydenta.