PiS nabiera wiatru w skrzydła
Po fatalnie prowadzonej kampanii wyborczej PiS powoli nabiera wiatru w skrzydła: na powrót staje się wyrazistą partią z jasnym i mocnym przesłaniem, mającym szansę na przebudzenie Polaków z letargu, w których utrzymują ich salonowe media. Jarosław Kaczyński ponownie mówi dobitnym i zdecydowanym głosem, nazywając rzeczy po imieniu, nie bojąc się wbew medialnej nowomowie powiedzieć, że białe jest białe a czarne czarne.
Nieudolnie prowadzona kampania, w której nie wykorzystano w odpowiedni sposób atmosfery związanej z tragiczną śmiercią Lecha Kaczyńskiego, spowodowała, że PiS przegrał wybory prezydenckie. Wybuch narodowych emocji i głód solidarności nie został przekuty w poparcie dla PiSu – partia straciła niepowtarzalną szansę mobilizacji obywateli odwołując się do potęgi narodowych symboli i martyrologicznych mitów. Zamiast tego próbowano bezkutecznie posługiwać się koncyliacyjnym językiem, racjonalnie dyskutować z PO i czynić umizgi wobec lewicy. PiS straciła wyrazistość i wiarygodność: partia zaczęła się upodabniać do PO i wycofywać się z anty-postkomunistycznej retoryki. Przede wszystkim, zrezygonowano z możliwości symbolicznej delegitymizacji PO. Nie mówiono w kampani jasno i wyraźnie kto jest winien drugiego Katynia. Zdezorientowani wyborcy nie wiedzieli na kogo mają głosować. Zostali opuszczeni, pozostawieni sami sobie, ze swoimi pytaniami i wątpliwościami – które świetnie zoobrazował film Solidarni 2010.
Ostatnie ruchy partii pokazują, że kierownictwo PiS zrozumiało swoje błędy. Partia wróciła do swoich korzeni. Po pierwsze, zaczęto nazywać rzeczy po imieniu: rząd ma krew na rękach, pod Smoleńskiem doszło do zbrodni. Po drugie, stworzono zespół parlamentarny pod kierownictwem świetnego znawcy służb specjalnych Antoniego Macierewicza. Już samo istnienie zespołu podważa legitymizację działań prokuratury. Pokazuje, że nie można liczyć na wyjaśnienie sprawy przez oficjalne struktury. Po trzecie, PiS stanął po stronie społeczeństwa obywatelskiego przeciwko bezdusznemu państwu, tj. poparł obrońców krzyża. Po czwarte, obrona krzyża przypomina, że PiS jest partią utożsamiającą się z chrześcijańskim dziedzictwem. Po piąte, jednoznacznie wskazano wrogów: żandego zacierania granic między partiami. Działania PiSu ustawiło PO w trudnej sytuacji: jako partię, która nie chce albo nie potrafii wyjaśnić drugiego kłamstwa katyńskiego i atakuje krzyż (a także wszystko, co on symbolizuje). Na boczny tor odsunięto wreszcie ludzi odpowiedzialnych za kampanię wyborczą.
Ta nowa – a właściwe stara strategia – musi być kontynuowana. Cierpliwie powtarzany przekaz, że jedynie PiS jest partią w pełni polską (tj. mającą na uwadze dobro Narodu Polskiego, a nie partykularne lub obce interesy) musi w końcu przynieść sukces. Aby jednak ten sukces przyniósł, to przekaz musi być wyrazisty, dobitny i przemawiający do wyobraźni i emocji. Nic się do tego lepiej nie nadaje niż mit, zwłaczcza mit męczeństwa.
A w jakiż to sposób?